poniedziałek, 09 sierpnia 2010
Na koniec współpracy. Pierwszej w tym mieście.
Będąc grającym w otwarte karty pracownikiem firmy, która dała mi możliwość wykazania się jako administrator IT, niestety musiałem jej podziękować za prawie półtora miesiąca pracy. Powody dwa.
Pierwszy - praca administratora jest ciekawa, jednakże obsługa klientów, takie Help Desk już nie. Niestety nie czuję się jako informatyk. Chciałbym, ale... nie znam się na Windowsach by pomóc pracownikom doraźnie w każdej sytuacji. W większości teoretyzowanie o rozwiązaniu problemu udało się praktycznie tenże problem rozwiązać. Ale co będzie w momencie, gdy nie będę wiedział. Nie lubię wychodzić jako niewiedzący informatyk. Źle bym się z tym czuł.
Pierwszy powód ważny więc z powodów, że znam się niestety na czymś innym. Poprawienie/stworzenie od nowa infrastruktury sieciowej - ok. Stworzenie infrastruktury systemowej związanej z obsługą kont dla deweloperów, klientów - też ok. Obsługa klienta z Windowsem - problem w Outlooku - mniej ok.
Przykro mi, że odchodzę, bo o ile może i wcześniej psioczyłem, mogłem się wykazać jako osoba o wiedzy technicznej w obszarach potrzebnych w tej firmie. Jednak wydaje mi się, że lepiej teraz tak wyszło. Po prostu potrzebna jest tu osoba o wyższej wiedzy z zakresu pomocy technicznej użytkownikom, której ja nie do końca posiadam.
Druga sprawa jest tajemnicą, bo nie chcę zapeszyć. Ale tak ogólnie, możliwość pracy w branży która od dawna mnie interesowała. Tyle.
Jak to zawsze bywa w momencie rezygnacji z pracy, czuję żal, bo o ile już czuję się na wychodnym, to jednak pozostaje myśl przyzwyczajenia się. Było czasami problematycznie, ale to raczej z powodu mojej niekompetencji. Były też przyjemnie rzeczy, bo udało mi się w sprawny sposób pomóc. Też chwile jednak niemożności, spowodowane uszkodzeniem pewnego sprzętu. Niestety w branży IT takie rzeczy się zdarzają i nawet osoba na stanowisku administratora nie może wszystkiego.
Mam nadzieję, że uda się nam rozstać w miłej atmosferze. Pomimo tego, że odchodzę ja, a nie otrzymując wypowiedzenie. Z drugiej jednak też strony, okres próbny IMHO jest dla dwóch stron.
środa, 21 lipca 2010
Rowerem po Poznaniu
No i mam moją pierwszą rowerową wycieczkę. Zaczęło się standardowo. Leżałem i trochę przysypiałem po pracy. Wtem nagle telefon zaczął dzwonić i jakie było moje ździwienie zobaczyć tam zdjęcie z rowerem. Znajoma zaproponowała mały kursik po poznańskich alejkach, ale nie ma nic za darmo. Miałem jej przykręcić dzwonek :-) Zapakowałem więc śrubokręt i w te pędy zjechałem na spotkanie z dawno nie widzianą (ponad cztery lata) znajomą.
Trasę zapomniałem "zatrackować", ale opiszę pokrótce.
Na początek trochę o ścieżkach rowerowych jakie minęliśmy. Są, ale mało. A przynajmniej na tej trasie. A trasa... ode mnie najpierw stronę Parku Sołackiego. Bardzo zielono i cicho. Rowerów mało, ludzi troszkę więcej. Potem w stronę ogrodu dendrologicznego, kortów tenisowych i dookoła Jeziora Rusałki. Trasa niczym szczecińskie Jezioro Głębokie. I to najbardziej mi się skojarzyło i prawie poczułem się w domu. Przy Jeziorze Rusałka czuć się można jak nad morzem. Zapach ryb z grilla przypomniał mi o delikatnym głodzie.
Dalej powrót, znów korty, znów ogród i Park Sołacki.
Już niby szykowałem się na powrót do mieszkania, wtem wyszła propozycja przejechania się na Cytadelę. A że mi powtarzać nie trzeba, więc wio rowerku. Lecimy. Trasa przez Park Wodziczki. Pełno drzew i trawników. Idealne miejsca na rekreacyjne trasy. Bo i jazda była rekreacyjna. Bez szaleństwa.
Cytadela jakoś zbytnio się nie zmieniła od czterech lat. Ot wielki park. Dziwnie tak jednak, gdy się jeszcze parę lat temu spacerowało, a teraz tak się przejechać rowerem. Nic, całą objechaliśmy i z powrotem.
I powiem Wam, niesamowicie. Prawie cztery godziny zajęło nam to. No może krócej. W każdym razie wsiadam na siodełko jak mnie tyłek przestanie boleć by dalej sobie przeszukiwać miasto. A może się zdecyduję na GeoCaching poznański...
wtorek, 13 lipca 2010
Samochodowa wycieczka part 1
Trochę dzisiaj pozwiedzałem. Chodzi mi o samochodową wycieczkę na ul. Szarych Szeregów. Spodziewałem się z opowieści wielkich korków. Miałem być tam na 10:oo, wyjechałem 9:1o, aby zdążyć. W sumie autem mam tam jakieś 10 min, jednak... spodziewałem się wielkich korków. I co? Nie jest tak źle. Aut co prawda dużo, w porównaniu ze Szczecinem. Tragedii nie ma. Wyszło na to, że musiałem 20 min posiedzieć w już dość mocno rozgrzanym samochodzie. A... bo ja jeszcze na upał nie narzekałem ;-)
czwartek, 24 czerwca 2010
Zaczynamy
Zacznie się już za momencik. Jeszcze w Szczecinie. W trakcie pakowania. Ile ja to rzeczy znalazłem w zakamarkach mieszkania.
Ciuchy w plecaku i worku marynarskim. Cały mój dobytek ubraniowy zmieszczony w dwie torby. Czuję się tak jakbym prawie nic nie miał. No dobra, ale dwie torby to też dużo w sumie, więc mniej się przejmuję jednak.
Dalej mi się nie chce. Zostawiam na niedziela/poniedziałek akcję z pakowaniem sprzętów kuchennych, jakichś kabelków, płyt, głośników itp.
Zaczynam się zastanawiać, czy aby dobrze robię. Zostawiam wszystko za sobą i wyjeżdżam. Co prawa nie jest to daleko. Wszak Szczecin - Poznań to jakieś troszkę ponad dwie godziny pociągiem. Ale to nie zmienia faktu, że żal się zaczyna robić. Osiem lat w mieszkaniu przy "rajskim ogrodzie" jednak robi swoje, te przyzwyczajenia. A teraz pójdzie w wynajem. Ktoś będzie kontynuował swe życie tu. Żal mi. O jak mi jest żal.
Pewnie, że powinienem skakać z radości. Bo przecież o tym marzyłem. Wyjechać. Do Poznania. Pracować tam i żyć. Jeździć na rowerze albo spacerować po Cytadeli. Cała ta otoczka, która mnie zaczarowała miastem wtedy. To już prawie 4 lata temu, jak tam byłem. Pewnie się dużo zmieniło. Jednak wciąż chciałem wyjechać i teraz jadę. I ten otaczający mnie niepokój, że pewnie źle robię. Z drugiej jednak strony. Co mam do stracenia?
Więc ten pierwszy wpis raczej na tle żalu i wybiegającej w przyszłość tęsknoty pisany. Będzie lepiej. Muszę tylko tam się znaleźć. Niestety nie mogę pstryknąć palcami i już. Muszę się z tym zmierzyć.